Czwartek, Marzec 13. 2008
Czy bon oświatowy to dobry pomysł?
Po kraju rozeszła się wiadomość:
Od 2009 roku może wejść w życie bon edukacyjny.
To nowa i rewolucyjna forma finansowania oświaty.
Rodzice zyskają dzięki temu finansową władzę nad dyrekcją szkoły.
Teraz szkoły otrzymują pieniądze na podstawie liczby klas i zatrudnionych nauczycieli. Bon to zmieni. Pieniądze będą trafiały do szkoły za uczniem.
Tak więc to nie samorządowcy, jak jest teraz, ale rodzice zdecydują, która szkoła będzie się rozwijać, a która upadnie.
To niesamowite: gazeta, która TO ogłosiła, a za nią powtarzające te bzdury stado dziennikarzy robią to na poważnie!
Widać takie czasy...
Po kolei:
Szaleństwo dotknęło także komentujących pomysł bonu oświatowego:
O tempora! o mores!
Tadeusz Socha
Matura z matematyki
Widać takie czasy...
Po kolei:
- Nowa i rewolucyjna forma finansowania oświaty.
Tak...Milton Friedman wymyślił to kilkadziesią lat temu. - Rodzice zyskają dzięki temu finansową władzę nad dyrekcją szkoły.
Wolne żarty!
Rodzice nic nie będą mieli do powiedzenia. Mieliby wtedy, gdyby nie istniał obowiązek szkolny.
Dopóki muszą pod przymusem wysyłać dziecko do szkoły, a tylko wybierają - do której, to ja gwarantuję, że 90% rodziców nie będzie sobie tym gitary zawracać.
Wyśle do najbliższej, bo tak najtaniej. - Pieniądze będą trafiały do szkoły za uczniem.
Też nieprawda. Pieniądze wędrują tak: rodzic - urząd skarbowy - (potem gdzieś sobie krążą, przy okazji tracąc na wadze) - kasa szkoły.
Teraz zmieni się tylko jedno: kto wręcza czek.
A może by tak znieść pośrednictwo urzędu skarbowego i tej czarnej dziury zwanej budżetem państwa?
- Tak więc to nie samorządowcy, jak jest teraz, ale rodzice zdecydują, która szkoła będzie się rozwijać, a która upadnie.
To jest dopiero dobre!
Ministerstwo poprzez swoje wytyczne, kuratoria, inspektorów itp. szczegółowo reguluje formy, metody i zasady pracy szkoły.
Nie majmniejszych szans, by dało sobie odebrać te uprawnienia.
W takim razie CZYM te szkoły będą się od siebie różnić?
Szaleństwo dotknęło także komentujących pomysł bonu oświatowego:
- Następna próba naruszenia konstytucji.
Ten człowiek jeszcze wierzy, że szkolnictwo jest bezpłatne!
Jasne. Finansują je nam krasnoludki. - Nareszcie może ze szkół znikną z czasem półgłówki a wrócą nauczyciele z prawdziwego zdarzenia.
Optymista. Nauczyciele z prawdziwego zdarzenia siedzą teraz w Londynie. - To totalne kretyństwo. Są inne sposoby. Liberalizm to kosztowna zabawa.
No proszę, jaki enigmatyczny komentarz przeciwnika liberalizmu.
Żeby chociaż wiedział, co to znaczy!
- Dla dzieci: przymus chodzenia do szkoły.
- Dla rodziców: przymus płacenia na szkołę.
- Dla obojga: przymus chodzenia do TAKIEJ szkoły, jakiej sobie zażyczy ministerstwo.
A ten tu człowiek zmianę kierunku przepływu pieniędzy z rodzic - urząd skarbowy - budżet - szkoła na rodzic - urząd skarbowy - budżet - rodzic - szkoła uważa za liberalizm!
O tempora! o mores!
Tadeusz Socha
Matura z matematyki
